6/01/2013

4/09/2013

Porysunki z barbarzyńcami czy poetycki Pinterest? („Powrót barbarzyńców i nie”)


"Pod pretekstem recenzji porozmawiamy o pewnym natręctwie Biura Literackiego, a w szerszej perspektywie, o współczesnych ambicjach powiedzenia wszystkiego od nowa. Przepisywania na czysto, ubarwiania z użyciem gamy kolorystycznej Pantone, koniecznie na kredowym papierze. O próbach oszlifowania, upudrowania starego w oparciu o wiedzę marketingową oraz pijarową, o symplifikowaniu struktur złożonych, wszystko po to, by osiągnąć idealny produkt końcowy – lekkostrawną, w tym wypadku literacką papkę mechanicznie oddzieloną od kości."
Zapraszam do lektury! 

3/09/2013

#6

szyby pokryte tapetą przedstawiającą
park te konary są w rzeczywistości 
bardzo płaskie jednak nie tracę nimi zainteresowania.

na parapecie tego okna w pudełku 
ozdobionymi nadrukiem w róże trzymam 
plastikowe ciała motyli i metalowe

pióro od mojej przyjaciółki. prawdziwe 
pająki mieszkają teraz koło kibli
boją się zimy. 


3/03/2013

#5

atramentowe linie drzew wetknięte cicho
w przestrzeń (to tylko niebo nad parkiem
widoczne z białej wyspy mojego łóżka)

roztańczone sylwetki liści czekające na
przebudzenie zakonnic (pomarańczowe
altanki są jeszcze puste pamiętają zimę)

zostały nam do zagospodarowania
ściany wolne cząstki powietrza czekają
na miejsce w domach naszych płuc.

2/23/2013

#4

prześladuje mnie zapach jeżyn krzaki
czarnej porzeczki z obrzydliwie zielonymi 
liśćmi rosły tuż przy niedokończonej
budowie

było ich w okolicy całe mnóstwo w 
szczelinach gołych cegieł chowaliśmy 
skarby które dziś nazwałabym zwykłym
badziewiem.

nie wiedziałabym co zrobić gdyby znowu
przyszło tamto lato włosy spalone
słońcem związane w ciasnego warkocza
rodzina 

zajadająca się mięsem z grilla wyschnięte 
ciało łąki w którym już wtedy rosły myszy 
regularnie napadające na mój
dom. 

#3

gdybyśmy wciąż zmieniali się
w energię nie byłoby nic
poza światłem. 

1/31/2013

#2

na krótką chwilę, w pajęczynie bloków
łączą się świetlne kanały oddechów

lekko całuję cię na balkonie,
dajesz mi posiąść wnętrze szorstkiej dłoni.

rosną przed nami szeregi domów,
kałuża prawie po brzeg zapełniona

ty patrzysz we mnie bez żadnych granic
na pożegnanie,

nie jesteśmy sami.